Ze Światowym Dniem Mokradeł kojarzy mi się ilustracja z książki dla dzieci 130-piętrowy domek na drzewie. Obrazek ilustruje życie pozaziemskiej cywilizacji – istot żyjących w błocie i składających się w większości z błota. Ale dla mnie – w szerszym kontekście – pokazuje też fundamentalną zależność żywych organizmów od środowiska, w którym żyją.

Błotniste istoty z obcej planety nie mogą żyć bez swojego mokradła. My bez swojego też nie. Ilustracja pochodzi z książki 130-piętrowy domek na drzewie Andy Griffiths i Terry Denton
Tereny podmokłe od wieków były uważane za nieużytki. Aby korzystać z nich do zaspokajania naszych potrzeb osuszaliśmy je. Wtedy można było na nich budować, uprawiać zboże, wypasać zwierzęta. I dopiero wtedy uznawaliśmy, że są pożyteczne. To były czasy, kiedy nie wiedzieliśmy, jak wiele z naszych niezbędnych do życia zasobów jest zależnych od przyrody. Dziś rozumiemy to dużo lepiej, ale wciąż mokradła nie zajmują w świadomości społecznej pierwszego miejsca na liście terenów, które należy uznawać za cenne i obejmować ochroną.
Mokradło – naturalna „technologia” wychwytu dwutlenku węgla
Tymczasem np. torfowiska, chociaż zajmują tylko 3% powierzchni lądów na Ziemi, przechowują ok. 25% węgla zawartego w całej glebie. Ten węgiel pochodzi z powietrza – rośliny wchłaniają go w procesie fotosyntezy, a gdy obumierają, ich szczątki zostają zachowane dzięki specyficznym warunkom panującym na podmokłym torfowisku i budują warstewka po warstewce pokłady torfu, którego głównym składnikiem jest węgiel. Prof. Mariusz Lamentowicz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, który zajmuje się badaniem torfowisk, wyjaśniał w rozmowie ze mną, że ekosystem torfowiska działa w ten szczególny sposób wtedy, kiedy woda utrzymuje się tam mniej więcej na poziomie gruntu.
Kiedy chodzimy po tzw. torfowisku wysokim, czyli porośniętym przez mchy torfowce, to chodzimy w gruncie rzeczy po wodzie. Materia organiczna jest tam nasiąknięta jak gąbka – prof. Mariusz Lamentowicz.
W takich warunkach rośliny mają swoje zielone części ponad powierzchnią wody i rosną, korzystając ze słońca i dwutlenku węgla zawartego w atmosferze do przeprowadzania fotosyntezy. Natomiast ich korzenie znajdują się pod powierzchnią wody. W ten sposób te części roślin, które żyją, „pracują” w słońcu, a te, które obumierają, dostają się pod wodę. Woda zabezpiecza je przed mikroorganizmami (np. grzybami), które normalnie rozłożyłyby szczątki, przywracając dwutlenek węgla do atmosfery. W ten sposób dwutlenek węgla jest wychwytywany z powietrza i zostaje uwięziony w glebie.

Fot. Paweł Głogowski
Skuteczniejsze niż lasy
Lasy nie są w stanie pochłaniać dwutlenku węgla tak skutecznie. Oczywiście drzewa pobierają atomy węgla z powietrza, aby tworzyć z nich związki organiczne, z których powstają ich pnie, gałęzie i liście. Ten węgiel jest w nich przechowywany tak długo, jak długo drzewo żyje. Natomiast kiedy drzewo ginie, wcześniej czy później zostaje rozłożone i węgiel wraca do obiegu w postaci dwutlenku węgla wydostającego się do atmosfery. Wyjątkiem są niektóre lasy podmokłe, które również mogą tworzyć torfowiska. Jeśli poziom wody jest odpowiedni i roślinność ma potencjał torfotwórczy, to nierozłożone martwe części roślin odkładają się warstwa po warstwie. Torfowisko może działać w ten sposób przez tysiące lat. Dopóki ktoś nie zacznie go osuszać. Bo wtedy, zamiast pochłaniać dwutlenek węgla, zaczyna go emitować.
Z chorego torfowiska z jednego hektara może wydobywać się 20 – 40 ton dwutlenku węgla rocznie – prof. Mariusz Lamentowicz.
W „zdrowym” torfowisku też zachodzą procesy, w wyniku których emitowane są gazy cieplarniane – dwutlenek węgla i metan. Ale bilans jest ujemny: więcej atomów węgla trafia do gleby, niż wydostaje się do atmosfery.
Czas namaczania
W Polsce torfowiska to głównie porośnięte turzycami wilgotne łąki nad brzegami jezior i rzek, czasami trzcinowiska oraz bagienne lasy olchowe. Miejsca, które rzadko odwiedzamy i których na co dzień specjalnie nie cenimy. Jak mówi prof. Lamentowicz, tylko kilkanaście procent z nich to torfowiska „zdrowe”, czyli zbliżone swoim stanem do naturalności. Możliwe jest ponowne nawadnianie torfowisk, głównie poprzez zasypywanie rowów melioracyjnych. Nie jest to zawsze łatwe, ale istnieją specjaliści, którzy mają w tej dziedzinie wieloletnie doświadczenie. Niestety na razie w Polsce torfowiska nie podlegają ochronie ze względu na swoją funkcję – ich ochrona prawna jest możliwa tylko wtedy, kiedy znajdują się na nich siedliska rzadkich gatunków roślin lub zwierząt. Dlatego osuszanie wciąż jest dozwolone – podobnie jak wydobywanie torfu, który następnie wykorzystywany jest w ogrodnictwie lub w szkółkach leśnych. W innych regionach świata torfowiskom też nie jest łatwo. Pozyskiwanie torfu na dużo większą skalę niż w Polsce odbywa się w krajach nadbałtyckich: na Litwie, na Łotwie, w Estonii. W tropikach – np. w Indonezji, tereny podmokłe są osuszane pod plantacje palm do produkcji oleju palmowego. Na dalekiej północy pokłady torfu, które do niedawna były permanentnie zamarznięte, zaczynają tajać na skutek podnoszącej się temperatury. Nie ma na nich roślin, które są w stanie odkładać torf, ponieważ zwykle poziom wody jest zbyt wysoki. Rozpoczynają się więc procesy gnilne, w wyniku których emitowany jest metan.
Czy błoto nas ocali?
Bohaterów książki „130-piętrowy domek na drzewie” z poświęceniem życia ratuje mała błotnista istota z innej planety. Rozciąga swoje wilgotne ciało, zmieniając się w „megawielką parasolkę” i osłania ich przed palącymi promieniami słońca, do którego zbliżyli się niebezpiecznie w czasie niezamierzonej kosmicznej podróży*. To nie jest bezpośrednia metafora i nie chodzi mi o porównanie literackiego stworzenia do naszych ziemskich błot i bagien. Po prostu przywołuję skojarzenie. Niemniej warto pamiętać, że dzikie ekosystemy są nam potrzebne, a ich zachowanie jest warunkiem przetrwania cywilizacji ludzkiej, a nie tylko odruchem serca i wyrazem empatii wobec przyrody.
*Fabuła książki jest dość skomplikowana i obfituje w dramatyczne sceny, jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy.
Zapraszam też do posłuchania mojej rozmowy z prof. Mariuszem Lamentowiczem. Oprócz roli torfowisk w pochłanianiu dwutlenku węgla jest tam też mowa o fascynujących badaniach historycznych z wykorzystaniem pokładów torfu z czasów pierwszych Piastów i wielkiej epidemii Czarnej Śmierci z XIV w.
Więcej o torfowiskach można dowiedzieć się na stronach:
Odtwarzanie torfowisk dla ochrony klimatu
Po co nam torfowiska w miastach?
Historia epidemii dżumy zapisana w torfowiskach
700 lat temu w Polsce… co można wyczytać z torfu
Osuszonym i powtórnie nawodnionym torfowiskom trudno wrócić do stanu pierwotnego